środa, 6 maja 2015

Jak dobrze być facetem, czyli wizyta w Barberian Academy & Barber Shop.

Jak dobrze tu być ponownie! Już przy wejściu pojawia się odprężenie i oczekiwanie na godzinę fajnych męskich przyjemności! Dreszczyk emocji... Serio!

Ilekroć tu trafiam (a trafiam często z racji zarostu) mam wrażenie, że to jest "to", że jestem właściwym człowiekiem we właściwym miejscu. I sądząc po spotykanych tu klientach (zwykłych "brodaczach" ale i "znanych twarzach") nie tylko ja. 

Bo Barberian to nie tylko fryzjer i golibroda! To ucieleśnienie barberskiej kultury, z całą jej historią, tradycjami i...urokiem. I choć z pewnością profesjonalny zespół zajmie się odpowiednio pielęgnacją męskiego owłosienia (o czym poniżej) to nie z tego powodu większość klientów odwiedza to miejsce!

Już przekraczając próg salonu czujesz korzenne aromaty  specyfików do pielęgnacji (właśnie! mocne, korzenne, męskie, żadnej chemii tak typowej dla zwykłych "zakładów" czy "atelier") co w połączeniu z zapachem kawy podawanej klientom już przy powitaniu wprawia w dobry nastrój.

Samo miejsce jest klimatyczne. Odrobina eklektyzmu, surowa cegła, skóra kanap i foteli barberskich, dużo miedzi, dominujące czerń i biel, rogi na ścianach, gabloty z produktami do pielęgnacji. Dla mnie trafione w punkt. Kolejny powód by poczuć się dobrze.

Personel, ekipa ubranych na czarno brodaczy sprawnie zaopiekuje się klientem. Łatwo z nimi nawiązać "kumpelskie" relacje (o to też wszak tu chodzi), ale bez zbytniej poufałości czy braku atencji dla klienta.

Zanim trafię na fotel, przez głowę przebiega myśl, Jak dobrze, że wracają takie miejsca i ta tradycja. Gdzie facet może poddać się zabiegom pielęgnacyjnym (choćby twarzy po goleniu), oddać się niekłamanej przyjemności, mieć godzinę tylko dla siebie i nie musieć się tłumaczyć z "metroseksualizmu" czy "zniewieścienia". To jest to!

Dziś tylko broda. Ale za to pełen komplet. Nie będę opisywał co, jak i dlaczego krok po kroku. Tę wiedzę ma Mistrz Roman Romić. Zainteresowanych odsyłam do niego. Z pewnością z chęcią się nią podzieli i ze swadą opowie. Skupię się raczej na wrażeniach i odczuciach, bo o tym jest ten blog.

Srzyżenie, trymowanie brody. Ten etap jest najmniej efektowny czy przyjemny. Ale lubię gdy z "chaszczy" pojawia się kształt. Zaczynam widzieć jaki będzie efekt końcowy i jaki był podstawowy cel mojej wizyty.

Gorący ręcznik. Gdy spowija moją twarzy odpływam. Na rozłożonym barberskim fotelu, w pozycji horyzontalnej, otulony przyjemnym ciepłem mam cały świat w nosie! Nawet gadających na sąsiednich fotelach facetów (bo faceci plotkują jak kobiety! poważnie! tematy są tylko inne... ale plotkują). I to jeden z najprzyjemniejszych elementów wizyty. Zarost dzięki temu jest zmiękczony do golenia brzytwą a skóra twarzy gotowa do masażu. Zawsze wychodzę z postanowieniem że gorący ręcznik "zafunduję" sobie w domu sam. Tak to lubię. Niestety to tylko postanowienie a kolejny gorący ręcznik czeka na mnie dopiero... przy kolejnej wizycie.


 

Brzytwa. Zawsze miałem szacunek do tych, co potrafili posługiwać się brzytwą! Sztuka. Męska umiejętność, która tak mnie fascynuje (wspomnienie ukochanego Dziadka) a za którą nigdy nie miałem odwagi by się zabrać. I znów przyjemnie. Mydło do golenia - zapach dzieciństwa (takie prawdziwe, nie chemiczne). I znów dreszczyk emocji czy Mistrz mnie nie zatnie, nie skaleczy. Po brzytwie jest już tak jak być powinno! Wizualnie perfect. Cholera. Nawet sam zaczynam się sobie podobać! Czy to aby nie jest niebezpieczne?





 

Masaż twarzy. Prawie kończy dzieło. Przygotowana gorącymi ręcznikami twarz,  potraktowana odpowiednimi olejkami poddaje się masażowi. Jest w tym wszystko. Przyjemność, odprężenie, relaks. I znów zapachy: żywiczne, ostre, ciężkie, męskie. Czuje się wręcz wypoczęty! A twarz nabiera świeżości.

Opalanie ogniem.Cóż. Niestety mamy owłosienie w pewnych miejscach dość... wstydliwych, a w każdym bądź razie niezbyt estetycznych. Nos, uszy. Trzeba się tego pozbyć, by efekt był perfekcyjny. Można "to" przyciąć, podgolić... Ale Mistrz Roman ma lepszą metodę. Zaczyna się spektakl. Opalanie ogniem. Od dziecka zafascynowany ogniem z ciekawością obserwuję, podziwiam i poddaję się temu zabiegowi. Przypomina się w tym momencie, jak Babcia opalała nóżki świńskie przed zrobieniem ich w galarecie. Wiem, że porównanie może przestraszyć, ale bez obaw. Wprawna ręka golibrody zrobi to sprawnie, efekt będzie niesamowity, a i wrażenie wyjątkowości tej "procedury" podnosi prestiż i wrażenie fachowości. Ponoć metoda opalania, to turecki zwyczaj... Nie wiem czy to tylko zgrabna "historyjka", czy tak faktycznie jest, ale nigdy wcześniej się z tym nie spotkałem.




Jeszcze odrobina szczotkowania, olejku do brody i oto "nowy ja".  Zadowolony, dopieszczony, odprężony. Fajnie jest być facetem!





Na koniec koniecznie pamiątkowe zdjęcie z Mistrzem Romanem (Roman Romić).

Zdjęcia: GRL.photo - Przemysław Pałubiński 

Podziękowania dla: Roman Romić i ekipa Barberian Academy & Barber Shop ul. Emilii Player 25
Barberian na Facebook

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz