piątek, 7 lipca 2017

W industrialnych klimatach...


Jako miłośnik fotografii (o czym wielokrotnie wspominałem w postach, oraz publikowałem zaproszenia na wystawy i wernisaże) z zaciekawieniem patrzyłem na sesje modowe zamieszczane na portalach, blogach czy w loobookach z propozycjami innego ujęcia kwestii mody czy prezentacji stylizacji.

Stąd zrodził się pomysł zrobienia tej nietypowej dla mnie sesji na potrzeby wpisu.



Zazwyczaj  moje zdjęcia skupione są na barwie i detalu. Lubię te zdjęcia nasycone kolorem, intensywne, wyraziste... Świetnie oddają szczegóły stylizacji.

Tym razem postanowiłem jednak postawić na industrialne klimaty, fotografię mroczną i jakby "brudną"...


Tego zadania podjął się artysta malarz i fotograf Paweł Tkaczyk. Realizacja projektu wymagała wybrania innych niż zwykle miejsc ale i ubrań, które wpisując się w pomysł sesji pozostaną elegancką propozycja stylistyczną.


Trochę pomogła nam w tym pogoda. Pochmurne niebo i padający mocny deszcz spowodowały że zdjęcia robione w plenerach pozostawały spójne z tymi wykonanymi we wnętrzach. Wzajemnie się uzupełniały.


Myślę, że tego typu sesje pojawiać się będą w moich wpisach stanowiąc dopełnienie i urozmaicenie zamieszczanych propozycji...


Stylizacja:
- spodnie chino Brax
- buty Aldo
- skarpety, pasek, krawat i poszetka Vistula
- marynarka szyta na miarę z tkaniny Vitale Barberis Canonico
- koszula szyta na miarę z tkaniny Thomas Mason
- bransolety Lemoniq


Zdjęcia - Paweł Tkaczyk:
- strona internetowa
Instagram
Facebook

czwartek, 13 kwietnia 2017

Najtrudniej pisać o tym co jest Twoją pasją. Rzecz o krawiectwie miarowym.



Gdy powtórnie postanowiłem zabrać się za wpis o krawiectwie miarowym zmierzyłem się ponownie z problemem, że o swojej pasji piszę się najtrudniej.


Znów więc pominąłem jego meandry. Nie wgłębiałem się w różnice między Bespoke a Made to Mesure nie pochylałem nad tematyką Half Canvas Vs Full Canvas



Z pewnością miłośnicy krawiectwa miarowego wiedzą wiele (jeśli nie wszystko), zaś pozostali wiedzę taką z pewnością odnajdą w internecie lub książkach temu poświęconych.


 Ponownie chciałem skupić się na indywidualizmie i unikatowości jakie nam stwarza, pozwalając zindywidualizować naszą garderobę tak, że "zwykły" garnitur staje się tym który wyraża naszą osobowość...


Przy wyborze tego zestawu (jak zawsze bywać to powinno) zaczęło się od tkaniny. Głęboki brąz o ton jaśniejszy od czerni. W ciemnym pomieszczeniu sprawia wręcz wrażenie że nią jest, zaś w słońcu lub jasnym oświetleniu odkrywa nam swój urok. Nie spotkałem w ofercie innych dostawców tkanin podobnej jak ta z kolekcji "Amadeus" od "Dormeuil".


Kolekcja ta to wełny dość grube (310 gram), stabilne, trwałe, o świetnych właściwościach i delikatnym połysku tak charakterystycznym dla Dormeuil. Nie mają może tej lekkości co tkaniny włoskie ale to w naszych warunkach klimatycznych bywa zaletą.


Wybór wykończeń wydawał się oczywisty: brązowe guziki, kamelowy filc pod kołnierzem i delikatna brązowa stebnówka w odcieniu wełny. Postanowiłem jednak odrobinę wyróżnić ten garnitur wykańczając ostatnie dziurki przy guzikach oraz w klapie nitką w odcieniu jasnego, ciepłego brązu.


Wciąż problemem pozostawał jednak wybór kroju. Do niego "dojrzewałem" a szczegóły rysowały się w mojej wyobraźni...


Po kilku dniach zmagań z samym sobą postanowiłem, że powstanie garnitur dwurzędowy. Jednak poszerzyłem w nim klapy skracając długość marynarki. Taki zabieg nadał klasycznemu "dwurzędowcowi" innego wymiaru i lekkości całości.


Myślę, że udało się osiągnąć ciekawy efekty, wciąż pozostający w kanonie klasyki, wyróżniający się lecz nie krzykliwy.


Całości stylizacji dopełniły bądź brązy (krawat, szal, skarpety, buty ręcznie szyte) i fiolety (koszula szyta na miarę z tkaniny Thomas Mason oraz poszetka).


Zdjęcie autorstwa niezawodnego:  Grzegorz Makiła Fotografia

piątek, 17 lutego 2017

Fryzjer, artysta, mentor- rzecz o Filipie Galasie.


Stylista fryzur- określenie które ma podnosić rangę fryzjera w dzisiejszym świecie. Fraza która stała się kluczem do sukcesu sugerująca, że możemy liczyć na znacznie więcej niż tylko profesjonalne strzyżenie czy koloryzację.


Z pewnością wiele osób tak właśnie określiłoby Filipa Galasa znając jego dokonania, widząc efekty pracy, czy metamorfozy jakim ulegają w jego rękach klientki. Ja jednak buntuję się przeciw takiemu "spłyceniu" jego dokonań i osiągnięć...


Fryzjer. Tak Filip jest fryzjerem w najlepszym tego słowa znaczeniu. Bo jest rzemieślnikiem znającym i ceniącym swój fach. Oparty na wiedzy, technice, doświadczeniu i ciągłym samodoskonaleniu. Precyzyjnym i dokładnym w tym co robi. W czasach gdy, dzięki mediom społecznościowym, tak na bieżąco jesteśmy z trendami- oceniamy efekty zapominając jak ważny jest warsztat! Galas nie zapomina i podchodzi z pokorą do swojego zawodu, reprezentując iście brytyjską precyzję.



Artysta. Trudno go inaczej nazwać widząc jego dokonania. Czy to będą sesje okładkowe gwiazd, zdjęcia stylizacji modowych, czy też fryzury pań odwiedzających Freehair Team, zawsze z równą atencją podchodzi do swoich klientek a każde zlecenie traktuje jak wyzwanie. I choć uważnie słucha oczekiwań, widzi więcej potrafiąc zaproponować najlepsze rozwiązanie i przekonać do swojej wizji. Jeśli nie wierzycie- wystarczy zobaczyć jaką metamorfozę przeszła Marika (piosenkarka Marta Kosakowska) w  jego rękach! Tu objawia się druga twarz Mistrza- paryski szyk. Przykładem niech będzie też globalna kolekcja "Neo-Parisien" którą przygotował jako kreator stylu dla L`Oreal Professionnel.



Mentor. Galas jest mentorem w najlepszym tego słowa znaczeniu. I to nie tylko dla współpracującą z nim ekipą Freehair Team, co byłoby naturalne. Jego wiedza, doświadczenie w połączeniu z osobowością w naturalny sposób predystynują go na edukatora. Stąd też inicjatywa Haircut Academy- szkoleń o różnym stopniu zaawansowania w ramach której przekazuje swoją wiedzę wszystkim tym, dla których dążenie do perfekcji ma znaczenie w rozwoju i osiąganiu profesjonalizmu. 


Ale przede wszystkim Filip Galas to niezwykła osobowość i przemiły człowiek. Czas spędzony w jego klimatycznym  Salonie  w starej kamienicy warszawskiego Śródmieścia to również chwila wypoczynku i relaksu.


Chętnie zawsze też poświęci czas by powiedzieć jak dbać i pielęgnować włosy, jakich preparatów stosować, czego się wystrzegać.


Szczerze polecam wizytę w jego salonie tym, którzy liczą na odrobinę magii...



Przydatne linki:
Filip Galas
Filip Galas na Facebook
Filip Galas na Instagram
Filip Galasna YouTube

Zdjęcia: Grzegorz Makiła Fotografia

poniedziałek, 6 lutego 2017

Do „Zorzy” marsz…


„Grupie Warszawa”  kibicuję niemal od początku jej działalności w 2008 roku, gdy otworzyła swoją pierwszą placówkę,  klubokawiarnię „Warszawa Powiśle”.



To było chyba pierwsze takie miejsce w Warszawie! Od samego początku promowało nie tylko nowy sposób spędzania wolnego czasu, ale i  młodą kulturę i sztukę. To tu pojawiły się pierwsze w mieście leżaki i kocyki, a goście spędzali weekendy sielankowo w grupach znajomych i przyjaciół.




I choć naśladowców „Powiśle” znalazło sporo, to do dziś u mnie dzierży palmę prekursora i miejsca „kultowego”!


„Syreni Śpiew” równie szybko zdobył serca warszawiaków. Zupełnie inny, z nowym pomysłem… znów prekursorski! Dziś już tego miejsca nie ma na mapie mimo, że razem z wieloma warszawiakami w jego obronie protestowałem i dwukrotnie pisałem w postach:
Z mapy znikają kultowe miejsca … prawdopodobnie lada moment zniknie z mapy Warszawy mój ulubiony "Syreni Śpiew" czy „Z wielkim żalem żegnamy przybytek, który zajmował poczesne miejsce na mapie warszawskiego hedonizmu. Za atmosferę, eventy, niezapomniane koncerty... i wszystko inne. Mam tylko nadzieję, że Panowie z Grupy Warszawa: Hubert Karsz, Norbert Redkie i Bartek Kratiuk szybko zapełnią tę lukę swoim nowym conceptem!”


Kolejne miejsca jak choćby „Weles” „Zorza Bistro” animowana przez grupę „Stacja Mercedes” czy ostatnio „Biała” powielały schemat…. na nieschematyczne myślenie o potrzebach warszawiaków. Miały ambicję nie schlebiać, a kreować gusty.

 “Zorza” to bistro współczesne-  łączące smaki z całego świata. Patrząc na kartę zauważymy, że na każdą porę dnia (od 8-ej rano do 2-giej w nocy) znajdziemy odpowiednie posiłki. Ja szczególnie lubię śniadania i niezobowiązujące kolacje. Choć będąc w pobliżu w ciągu dnia i myśląc o kawie też właśnie tu skieruję kroki…

Ale nie dziwota! Bo jest pysznie! W dodatku zrobione z produktów od lokalnych dostawców: mięso, jajka,  kawa z warszawskiej wypalarni, chleb pieczony na miejscu lub (jak w wypadku bardziej egzotycznych pozycji w karcie) z najwyższą dbałością o jakość: bataty, ręcznie robiona burrata, świeże trufle.


To jedno z moich ulubionych miejsc… zmienne jak Warszawa: ciche o poranku, gwarne za dnia, nostalgiczne ale wesołe zarazem po zmierzchu… żyjące!


I jeszcze taras! Nawet w tak chłodny, zimowy dzień nie mogę sobie odmówić by choć na chwilę nie przysiąść na krześle i nie chłonąć odgłosów i “tętna” miasta….


Jeśli jeszcze tu nie trafiliście, wpadnijcie koniecznie!



środa, 18 stycznia 2017

Efekt hashtaga. Jak OMEGA kształtuje nowoczesność...


10 stycznia sieć internetową na świecie zelektryzowała wiadomość- po raz pierwszy w swojej historii OMEGA zaoferuje nowy model zegarka w sprzedaży internetowej.



To miał być zupełnie pionierski dla szwajcarskiej marki zegarmistrzowskiej projekt. Postanowiła bowiem nawiązać zupełnie nowe relacje ze zgromadzoną wokół niej "społecznością online".


Do tego celu zaproponowano limitowaną edycję modelu Speedmaster "Speedy Tuesday". Zaprezentowany na oficjalnym profilu na Instagram @OMEGA miał być oferowany do sprzedaży w ilości limitowanej 2012 sztuk! Za pomocą dedykowanej strony (link znajdował się na profilu oficjalnym) umożliwiono klientom rezerwowania zegarków wraz wyborem indywidualnego numeru (w zależności od jego dostępności).


Zamówione zegarki mają trafić do klientów latem 2017 roku w specjalnym skórzanym rulonie, z dodatkowy paskiem (w stylu NATO) z wygrawerowanym na szlufce napisem #SpeedyTuesday oraz ze specjalnym narzędziem do zmiany paska.


Po odwróceniu zegarka zobaczymy zakręcany dekiel koperty ze stemplowanym medalionem przedstawiającym sylwetkę konika morskiego. Ikonę linii Speedmaster okalają słowa SPEED TUESDAY ANNIVERSARY - A TRIBUTE TO ALASKA PROJECT III oraz indywidualny numer (spośród 2012 sztuk). Na zewnętrznej krawędzi dekla wygrawerowano słowo RADIAL. Tak wygląda bez wątpienia dzieło sztuki!

Inspiracją dla wzornictwa zaprezentowanego zegarka był OMEGA Speedmaster "Alaska Project III" stworzony dla NASA w 1978 roku by sprostać wyzwaniom użytkowania go w otwartej przestrzeni kosmicznej!


A elementów nawiązujących do historii modelu znajdziemy w najnowszym czasomierzu wiele: matowe wykończenie powierzchni koperty ze stali szlachetnej, duże cyfry liczników w tradycyjnym promienistym układzie, słynne "promieniste" subtarcze, czarno-białe zabarwienie tarczy (w stylu "Reverse Panda") nawiązujące do modelu z 1966 roku, historyczne logo OMEGA, wypukłe hesalitowe szkło oraz co najistotniejsze serce zegarka- legendarny Speedmaster Moonwatch kaliber 1861.


I choć OMEGA jest bardzo aktywna w sieci, to takiego efektu z pewnością się nie spodziewała!
4 godziny, 15 minut i 43 sekundy! Tylko tyle czasu potrzebowali miłośnicy marki, jej edycji limitowanych, ale zwłaszcza Speedmastera by wykupić całą (2012 sztuk) edycję!

Ten wynik przejdzie z pewnością do historii firmy, sprzedaży internetowej... a zjawisko można śmiało nazwać potocznie "fenomenem hashtagu #SpeedTuesday"!

Wypada gratulować szczęśliwym nabywcom, bo posiedli wspaniały zegarek, działo sztuki (nie tylko zegarmistrzowskiej), świetną lokatę kapitału ale również być może jeden z bardziej pożądanych zegarków kolekcjonerskich na świecie!

Gratulacje również dla marki OMEGA: za świetny zegarek, dbałość o tradycję... i wyznaczanie nowych trendów.

Zdjęcia: Materiały Prasowe OMEGA

OMEGA na Instagram