niedziela, 11 marca 2018

Pomieszanie z poplątaniem, czyli stylistyczny misz-masz!


 Zdjęcia z prezentowanej sesji wielu z Was zna już zapewne z profilu na Instagram lub Facebook, gdzie się już pojawiły ...


...  bo i taki był pierwotny zamysł by pozostały jedynie formą fotoreportażu, bez rozbudowanego komentarza i oddzielnego wpisu na blogu.

 

To była druga taka "brudna" sesja w historii mojego blogowania. Wymagają one nie tylko starannego wyboru planu ale i stylizacji...


Zakamarki podwórka warszawskiej Woli i klatka schodowa na w poły opuszczonej, jakby zapomnianej, kamienicy stanowiły idealne tło dla takiego projektu, a wręcz same w sobie "zagrały" jedną z głównych ról.


Wyzwaniem była też stylizacja. Teoretycznie tu "nic się nie zgadzało", nie pasowało do siebie! Klimat jak w tytule: "pomieszanie z poplątaniem, czyli stylistyczny misz-masz!" 


 Z jednej strony krawiectwo z najwyższej półki, z drugiej z kolei streetweare i cudowna dzianina. Ale po kolei...


Za podstawę propozycji posłużyły wspaniałe, szyte na miarę spodnie od Tomasza Ossolińskiego z przecudnej, bardzo grubej flaneli w charakterystyczną kratę.


Gdy chodzi o "marki uliczne" to udało mi się "upolować perełki" mniej znanych w Polce producentów, co gwarantowało unikalność, oraz uzupełnić dodatkami z oferty firm które cenię za wzornictwo i jakość.


Efekt finalny sesji mile mnie zaskoczył, a ilość pytań zadanych w wiadomościach prywatnych o szczegóły stylizacji i konkretne urania skłoniły by finalnie poświęcić im te kilka słów...

  

 Lista marek widocznych na zdjeciach

- kurtka (bomberka) Distorted People (FacebookInstagram )
- koszula J.C.Rags (Facebook i Instagram )
- krawat Vitula (FacebookInstagram)
- kaszmirowy sweterek MV- Maglieria Veneta (Facebook i Instagram)
- spodnie szyte na miarę Tomasz Ossoliński (Facebook i Instagram)
- skarpetki Burlington (Facebook i Instagram)
- buty- uwaga! występują pod dwoma równoważnymi znakami towarowymi: Sioux i Grashopper (Sioux na Faceook, Grasshoppers na Faceook, Sioux na Iinstagram,Grashopper na Instagram )
- męska biżuteria Lemoniq (Facebook, )Instagram
 

Zdjęcia: Małgorzata Pryczek Fotografia

piątek, 23 lutego 2018

#lightpainting - czyli fotografia światłem malowana!


Umawiając się na tę sesję z artystami Anią i Timem byłem niezwykle podekscytowanym! Trochę poczytałem na czym to ma polegać, lecz brzmiało to niezwykle zagadkowo i wręcz niesamowicie...


Doświadczenie w pracy modela (w tym fotomodela) pozwalało mieć pewność, że poradzę sobie z zadaniem i bardziej obawiałem się "efektów finalnych" niż samego pozowania.  Jak bardzo się myliłem, miało się okazać podczas ponad trzygodzinnej sesji!


Zdjęcia bowiem są (w moim odczuciu) nad wyraz ciekawe a to sama praca nad nimi, tak dla mnie jak i artystów, była wyzwaniem, kluczem do sukcesu i wymagała sporo wysiłku oraz wzajemnego zaufania i zrozumienia.


Nie jestem fachowcem, by opisać szczegóły i tajniki ligtpainting'u (zresztą artyści nie byliby z tego powodu zbyt szczęśliwi, że zdradzam ich warsztat) ale postaram się przybliżyć kulisy powstawania zdjęć... spróbować opisać to swoiste "misterium" tworzenia.

!

Pracujemy w absolutnej ciemności! Ja zajmuję ustaloną pozę patrząc w wybrany punkt. Ania i Tim wykonują zdjęcie podświetlając mnie fleszem lub "omiatajac" od stóp do głów latarką. Następnie (przy otwartej przesłonie) zaczynają "malować światłem".


Trudność pracy dla modela polega na konieczności utrzymania nieruchomiej pozycji przez kilka minut by nie powstały cienie które zniweczą pracę nad całym ujęciem. Jeśli ma być "poruszone" to w sposób zamierzony, zaplanowany, celowy, tak żeby na zdjęciu otrzymać efekt jak na poniższym przykładzie.


Całą jednak pracę wykonują fotografowie którzy wykonując swego rodzaju "taniec", przy pomocy różnych urządzeń świetlnych tworzą istne obrazy i przestrzenne kompozycje.


Trudność pracy z ich strony z kolei polega na tym, że z góry muszą wiedzieć jakie "magiczne narzędzie" wybrać, jakie kolory i intensywność oświetlenia zastosować a zwłaszcza w jakim tempie nim operować!


Każdy błąd w tym procesie twórczym, to kilka (a czasem) kilkanaście minut straconych w studio nad ujęciem które ląduje "w koszu" lub wymaga powtórzenia. Tu nie ma miejsca na Photohop! Tu wszytko tworzy się na planie, w ciemni, przy otwartej przesłonie obiektywu!


 Miałem ogromną radość uczestniczyć w artystycznej kreacji, akcie tworzenia w którym, otoczony "rycerzami jedi" z ich "mieczami świetlnymi", poddawany byłem istnym rytuałom....


Podziwiam Anię i Tima nie tylko za talent, wizję i pracowitość lecz również za to, że większość narzędzi niezbędnych do pracy wykonują sami z braku dostępu do takowych.


Jestem więcej niż zadowolony z efektów pracy i cieszę się ogromnie na kolejną, planowaną, sesję w ich wykonaniu!




Przydatne linki:

sobota, 27 stycznia 2018

„Seamaster Olympic Games Collection” kolejna edycja limitowana OMEGI!


Wszyscy miłośnicy Marki Omega znają już zapewne model Spadmaster Planet Ocean "PyeongChang". Znają go też z pewnością fani sportów zimowych oraz Igrzysk Olimpijskich.




Jest to bowiem oficjalny chronometr zbliżającej się Olimpiady!



Jednak tak wyjątkowe wydarzenie jak Igrzyska są dla Marki okazją by zaproponować swoim Klientom kolejną edycję limitowaną czasomierzy z linii Seamaster sygnowaną olimpijskimi kołami - „Seamaster Olympic Games Collection”.


OMEGA służyła w roli Oficjalnego Chronometrażysty Igrzysk 27 razy od 1932 roku. To 86-letnie zobowiązanie spowodowało, że 2018 roku OMEGA przedstawia linię celebrującą niezrównane dziedzictwo marki w chronometrażu sportowym poprzez pięć unikalnych zegarków.


Kolekcja to odwołanie do słynnych pięciu Kół Olimpijskich- stąd obejmuje modele: czarny, żółty, zielony, niebieski i czerwony.


Główną inspiracją dla modelu (a dokładniej linii) był stoper OMEGA wykorzystywany na Olimpiadach w Montrealu i Insbrucku w 1976 roku.


Odniesienia do przeszłości są widoczne na lekko wypukłych czarno białych tarczach modeli, zaprojektowanych tak, by umożliwiały natychmiastowy odczyt wskazań. Ułatwiają go sportowe wskazówki oraz wyraziste znaczniki godzin na czarnym tle, zestawione z silnie kontrastującą, czytelną skalą minutową naniesioną na biały pierścień.

  
Ale sportowych akcentów znajdziemy w tych zegarkach więcej, jak choćby otaczający tarczę kolorowy wskaźnik do odczytywania pulsu, podzielony w trzy 20 sekundowe sekcje, ułatwiające użytkownikowi łatwe obliczanie liczby uderzeń serca na minutę.


Modele o średnicy 39,5 mm są oferowane na paskach skórzanych z mikroperforacją, która nie tylko dodaje im stylu, ale także pozwala lepiej oddychać skórze użytkownika. Wewnątrz zegarków pracuje kaliber Master Chronometer 8800.


OMEGA stworzy edycję limitowaną - zaledwie 2032 egzemplarze każdego modelu! Jest to nawiązanie do roku, do którego OMEGA pełnić będzie rolę Oficjalnego Chronometrażysty Igrzysk. Przedłużony niedawno, właśnie do 2032 roku, kontrakt z MKOL "zepnie" niejako klamrą stulecie obecności Marki na Igrzyskach Olimpijskich!


Indywidualny numer limitowanej edycji każdego zegarka zostanie wygrawerowany na boku koperty.

Tak więc dzięki limitowanym edycjom: Spedmaster Planet Ocean "PyeongChang" i Seamaster Olimpic Games Collection OMEGA uraczy Klientów iście mistrzowską (Okimpijską) ofertą w 2018 roku!



Przydatne linki:



środa, 17 stycznia 2018

Praca z profesjonalistami to czysta przyjemność!


Ten post będzie zgoła inny niż te które do tej pory zamieszczałem na blogu. Skupi się głównie na zdjęciach, bo to one i okulary są tu głównym bohaterem.


Prace Caroline Anielewskiej i Irka Kamieniaka zauroczyły mnie, gdy poznałem ich sesję zrobioną dla Kiss The Frog  która posłużyła za ilustracje mojego tekstu.


Od tego czasu z przyjemnością śledzę ich sesje i mocno im kibicuję, bo to co pokazują to pełen profesjonalizm i fotografia modowa (choć nie tylko) najwyższej próby!


Miałem też tę przyjemność by poznać ich osobiście i dowiedzieć się (a przede wszystkim zrozumieć) że warsztat jest tylko narzędziem które służy by pokazać świat jaki kreują swoją fotografią!


Stąd gdy zaproponowali mi sesję próbną dla marki robiącej ręcznie oprawki do okularów i okulary przeciwsłoneczne nie miałem nawet chwili zastanowienia iż trzeba "wejść" w ten projekt.


Tak poznałem Diego i jego markę Albert I`m Stein. Kolejny profesjonalista z wizją, który tworzy niezwykłe okulary. Świetna jakość, atrakcyjny design.... tu określenie "ręczna robota" ma właściwy sens.


 I choć prezentowana sesja jest tylko "przymiarką" do projektu który być może ujrzy światło dzienne, to praca w gronie takich profesjonalistów była czystą przyjemnością!


Była też świetną zabawą, co zaowocowało poniższym zdjęciem będącym nawiązaniem do Alberta Einsteina, którego nazwisko sympatycznie kojarzy się z nazwą marki.


Przydatne linki:

- Albert I`m Stein
- Albert I`m Stein na Instagram
- Albert I`m Stein na Facebook

Caroline and Irek na Photographers Tumblr
Caroline and Irek Photographers na Facebook
Caroline and Irek Photographers na Instagram
Caroline and Irek Creative Team na Instagram

środa, 27 grudnia 2017

Vanity&Co - Tylko dla estetów!




Jak twierdzi pomysłodawczyni Vanity&Co powstała ona "z miłości do bielizny i biżuterii oraz pasji do unikatowych, ale bardzo pragmatycznych rozwiązań" ... "wyjątkowa, łącząca innowacyjność, delikatność oraz ponadczasowe piękno".


I nie ma w tym stwierdzeniu cienia przesady! Miałem okazję w pierwszych dniach grudnia być świadkiem premiery wyjątkowych rzeczy sygnowanych znakiem Vanity&Co. Celowo piszę rzeczy, bo to nie tylko bielizna! Marka jako jedyna oferuje biustonosze dające możliwość upięcia biżuterii, łączącej szlachetne kruszce:  pozłacane srebro, prawdziwe brylanty oraz kryształy Swarovski®.


To, że powstała z pasji poznać nie tylko po doskonałym wzornictwie ale również (a może zwłaszcza) po materiałach (wyłącznie z Europy, z koronki, która pochodzi z wyselekcjonowanych manufaktur we Włoszech) oraz wykonaniu (produkcja odbywa się pod czujnym okiem specjalistów, którzy już od ponad dwóch dekad zajmują się szyciem bielizny o najlepszych konstrukcjach).



Oferuje kilka linii dedykowanych, ręcznie wykonanych tak klasycznych typu soft i push-up wykończonych koronką lub delikatnym tiulem lecz też z finezyjnie zabudowanymi koronkowymi plecami.


Iście hedonistycznym "smaczkiem" jest fakt, że każdy biustonosz posiada ręcznie doszywany czarny kryształ Swarovski®...


 ... oraz fakt "ukrycia" dyskretnie pozłoconej 24-karatowym złotem zawieszki z monogramem w każdej części bielizny (jako gwarancja oryginalności produktu).

 To ewidentnie bielizna od kobiet dla kobiet! Nam mężczyznom pozostają jedynie doznania estetyczne, podziwiania produktów które same w sobie są dziełami sztuki....


Nie sposób pominąć oferowanej przez Vanity&Co uzupełniającej biżuterii! Choć słowo uzupełniającej może mylić, bo sama w sobie może być osobną propozycją zdobiącą panie!


Zwłaszcza dwa projekty naszyjników – Queen of Vanity oraz Duchess of Vanity z kryształami zaprojektowanymi przez dom mody Martin Margiela Paris.

Biżuteria Vanity&Co. została wykończona ręcznie przez mistrzów jubilerskich jednej z najlepszych pracowni w Warszawie, która zadbała nie tylko o wybór najczystszych brylantów, ale również o zrealizowanie śmiałych pomysłów jej projektantki.


Autorka zadbała również o to by tak wyjątkowe propozycje zostały równie wyjątkowo opakowane i cieszyły oko jeszcze przed otwarciem.


Tak o swojej kolekcji mówi Projektantka "Vanity&Co. to wybór kobiet, które od bielizny oczekują czegoś więcej, czegoś niepowtarzalnego, luksusowego, niedostępnego, spoza komercyjnej oferty".



Jestem pewien, że sięgną po nie kobiety świadome trendów, dbające o każdy szczegół wykończenia, wiedzące czego chcą i szukające unikatowego produktu.

Mężczyźni z pewnością szukają takich partnerek i w takim właśnie "wydaniu" chcieliby je oglądać, takimi "drobiazgami" chcieliby obdarować!

To zdecydowanie propozycja dla estetów! Niezależnie od płci...

Zdjęcia: materiały prasowe marki.

Przydatne linki:

Vanity&Co
Vanity&Co na Instagram
Vanity&Co na Facebook