środa, 17 stycznia 2018

Praca z profesjonalistami to czysta przyjemność!


Ten post będzie zgoła inny niż te które do tej pory zamieszczałem na blogu. Skupi się głównie na zdjęciach, bo to one i okulary są tu głównym bohaterem.


Prace Caroline Anielewskiej i Irka Kamieniaka zauroczyły mnie, gdy poznałem ich sesję zrobioną dla Kiss The Frog  która posłużyła za ilustracje mojego tekstu.


Od tego czasu z przyjemnością śledzę ich sesje i mocno im kibicuję, bo to co pokazują to pełen profesjonalizm i fotografia modowa (choć nie tylko) najwyższej próby!


Miałem też tę przyjemność by poznać ich osobiście i dowiedzieć się (a przede wszystkim zrozumieć) że warsztat jest tylko narzędziem które służy by pokazać świat jaki kreują swoją fotografią!


Stąd gdy zaproponowali mi sesję próbną dla marki robiącej ręcznie oprawki do okularów i okulary przeciwsłoneczne nie miałem nawet chwili zastanowienia iż trzeba "wejść" w ten projekt.


Tak poznałem Diego i jego markę Albert I`m Stein. Kolejny profesjonalista z wizją, który tworzy niezwykłe okulary. Świetna jakość, atrakcyjny design.... tu określenie "ręczna robota" ma właściwy sens.


 I choć prezentowana sesja jest tylko "przymiarką" do projektu który być może ujrzy światło dzienne, to praca w gronie takich profesjonalistów była czystą przyjemnością!


Była też świetną zabawą, co zaowocowało poniższym zdjęciem będącym nawiązaniem do Alberta Einsteina, którego nazwisko sympatycznie kojarzy się z nazwą marki.


Przydatne linki:

- Albert I`m Stein
- Albert I`m Stein na Instagram
- Albert I`m Stein na Facebook

Caroline and Irek na Photographers Tumblr
Caroline and Irek Photographers na Facebook
Caroline and Irek Photographers na Instagram
Caroline and Irek Creative Team na Instagram

środa, 27 grudnia 2017

Vanity&Co - Tylko dla estetów!




Jak twierdzi pomysłodawczyni Vanity&Co powstała ona "z miłości do bielizny i biżuterii oraz pasji do unikatowych, ale bardzo pragmatycznych rozwiązań" ... "wyjątkowa, łącząca innowacyjność, delikatność oraz ponadczasowe piękno".


I nie ma w tym stwierdzeniu cienia przesady! Miałem okazję w pierwszych dniach grudnia być świadkiem premiery wyjątkowych rzeczy sygnowanych znakiem Vanity&Co. Celowo piszę rzeczy, bo to nie tylko bielizna! Marka jako jedyna oferuje biustonosze dające możliwość upięcia biżuterii, łączącej szlachetne kruszce:  pozłacane srebro, prawdziwe brylanty oraz kryształy Swarovski®.


To, że powstała z pasji poznać nie tylko po doskonałym wzornictwie ale również (a może zwłaszcza) po materiałach (wyłącznie z Europy, z koronki, która pochodzi z wyselekcjonowanych manufaktur we Włoszech) oraz wykonaniu (produkcja odbywa się pod czujnym okiem specjalistów, którzy już od ponad dwóch dekad zajmują się szyciem bielizny o najlepszych konstrukcjach).



Oferuje kilka linii dedykowanych, ręcznie wykonanych tak klasycznych typu soft i push-up wykończonych koronką lub delikatnym tiulem lecz też z finezyjnie zabudowanymi koronkowymi plecami.


Iście hedonistycznym "smaczkiem" jest fakt, że każdy biustonosz posiada ręcznie doszywany czarny kryształ Swarovski®...


 ... oraz fakt "ukrycia" dyskretnie pozłoconej 24-karatowym złotem zawieszki z monogramem w każdej części bielizny (jako gwarancja oryginalności produktu).

 To ewidentnie bielizna od kobiet dla kobiet! Nam mężczyznom pozostają jedynie doznania estetyczne, podziwiania produktów które same w sobie są dziełami sztuki....


Nie sposób pominąć oferowanej przez Vanity&Co uzupełniającej biżuterii! Choć słowo uzupełniającej może mylić, bo sama w sobie może być osobną propozycją zdobiącą panie!


Zwłaszcza dwa projekty naszyjników – Queen of Vanity oraz Duchess of Vanity z kryształami zaprojektowanymi przez dom mody Martin Margiela Paris.

Biżuteria Vanity&Co. została wykończona ręcznie przez mistrzów jubilerskich jednej z najlepszych pracowni w Warszawie, która zadbała nie tylko o wybór najczystszych brylantów, ale również o zrealizowanie śmiałych pomysłów jej projektantki.


Autorka zadbała również o to by tak wyjątkowe propozycje zostały równie wyjątkowo opakowane i cieszyły oko jeszcze przed otwarciem.


Tak o swojej kolekcji mówi Projektantka "Vanity&Co. to wybór kobiet, które od bielizny oczekują czegoś więcej, czegoś niepowtarzalnego, luksusowego, niedostępnego, spoza komercyjnej oferty".



Jestem pewien, że sięgną po nie kobiety świadome trendów, dbające o każdy szczegół wykończenia, wiedzące czego chcą i szukające unikatowego produktu.

Mężczyźni z pewnością szukają takich partnerek i w takim właśnie "wydaniu" chcieliby je oglądać, takimi "drobiazgami" chcieliby obdarować!

To zdecydowanie propozycja dla estetów! Niezależnie od płci...

Zdjęcia: materiały prasowe marki.

Przydatne linki:

Vanity&Co
Vanity&Co na Instagram
Vanity&Co na Facebook

poniedziałek, 13 listopada 2017

"Stygmaty" w ETHOSIE...


Z poczatkiem grudnia 2017 r. podczas wernisażu, Piotr Sebastian Rosiński pokaże w Galerii ETHOS swoje prace z cyklu "Stygmaty".

Rosiński (rocznik 1967) – studiował w École Nationale Supérieure des Arts Visuels LA CAMBRE w Brukseli i na warszawskiej Akademii Sztuk Pięknych, gdzie współtworzył z prof. Lechem Majewskim pracownię Grafiki Wydawniczej. Był jednym z ostatnich uczniów wybitnej malarki prof. Teresy Pągowskiej. Dyrektor artystyczny, promotor kultury. Inicjator Międzynarodowego Festiwalu Komiksu w Delémont w Szwajcarii. Kurator licznych wystaw związanych ze sztuką ilustracji we Francji, Szwajcarii, Włoszech, Belgii i Polsce. Jako grafik regularnie współpracuje z wydawnictwami prasowymi, muzycznymi i książkowymi w Polsce i za granicą. Praktykuje malarstwo, wideo i fotografię.


Tym razem zabierze nas w świat swego malarstwa pokazując swoje "Stygmaty".... Stigmata to cykl obrazów w których dzięki zróżnicowanym technikom malarskim (od wałka, przez szpachlę po noże) i dynamice farby akrylowej pokaże obsesyjne skupienie się artysty na cielesności.


Dla wielu pojawią się oczywiste skojarzenia z charakterystycznym dla brytyjskiego malarstwa hipernaturalizmem... choć Ci którzy znają autora i jego podziw dla Francisa Bacona, Luciena Freuda a zwłaszcza Jenny Saville znajdą tu też inne odniesienia- szczególnie do jego Mistrzyni Teresy Pągowskiej!


Ale Rosiński to niebywale ciekawa (i złożona) osobowość która oferuje nam zupełnie nową jakość! Wizje "dzieciństwa" przefiltrowane przez czas, męskość i doświadczenia dojrzałego artysty. Tematyka którą nam oferuje (tak rzadko spotykana we współczesnej sztuce) dzięki doświadczeniom, wcześniejszym działaniom na skrzyżowaniu różnych dyscyplin pozwoliły odkryć zupełnie nową jakość- Rosiński jako Artysta totalny!


Teraz wiemy czemu na tak długo "zamilkł" w obszarze malarstwa. Czemu ten "beniaminek" pracowni Pągowskiej tak długo kazał czekać  na powrót w takim stylu!


Rozdarcia, rany, prześwity, zasinienia, żółtopomarańczowe wymazy... zawsze na białym tle otoczone beżami.



Symbolika- tak mu bliska, pytania które go dręczą, dominują to co nam pokazuje... choć pozwalają na własną interpretację i zastanowienie nad procesem twórczym (równie ważnym jak wyraz, subiektywny odbiór) aż proszą się o komentarz autora.



Mam zaszczyt (i przyjemność) znać Piotra! Stąd wiem jak pięknie potrafi opowiadać o swojej twórczości... o symbolice tak ważnej w tym na co patrzymy i co odbieramy! Dzięki temu inaczej zaczynamy chłonąć tę twórczość.


Jako że nie jestem krytykiem sztuki (to całe moje szczęście) mogę tę ją odbierać po swojemu! Iście hedonistycznie. Ciesząc po prostu oko wyrafinowaną formą pełną treści.


To sztuka mocno symboliczna w której znajdziemy odniesienia do krzyża, "powidoki" amerykańskiej flagi, ale i demony. Kontemplując te prace rozumiemy co autor miał na myśli mówiąc "Można wyjąć człowieka z malarstwa, ale nie da się wyjąć malarstwa z człowieka".


Serdecznie zapraszam (i polecam) obejrzenie prac w ETHOsie, bo dopiero obcowanie z nimi na żywo, w dużym formacie możemy "przefiltrować" je przez własną wrażliwość.

Przydatne linki:

Piotr Sebastian Rosinski na Instagram

Galeria Ethos na Instagram
Galeria Ethos na Facebook

piątek, 27 października 2017

"Galatea zbuntowana"- a miała być tylko fotorelacja...


I pewnie byłoby mądrzej (i bezpieczniej) pozostawić zdjęcia bez komentarza pozwalając  czytelnikom bloga nacieszyć się chwilami "złapanymi w obiektywie".


Jednak misterium które stworzyli artyści nie pozostawiło mnie obojętnym i postanowiłem napisać parę słów o tym w czym miałem przyjemność uczestniczyć... uczestniczyć właśnie i przeżywać a nie tylko podziwiać.


O samym spektaklu (to chyba najwłaściwsze określenie) mówiła Chi Chi Ude: "Zaprosiłyśmy (z Honoratą Karapudą red.) do współpracy dwóch mistrzów w swoich dziedzinach, Maxa Kobielę i Piotra Sekundę. Wspólnie wzięliśmy na warsztat ikonicznych bohaterów operowych. Każdy z nas przefiltrował ich przez własną wrażliwość. Chcemy odkryć co mówią, nam dzisiaj, czego możemy się przez nich dowiedzieć o nas samych".

Fot. Honorata Karapuda

Pierwszą bohaterką została Galatea o której tak mówiła artystka: "jak w roku 2017 wygląda (...) ? Czy próba podporządkowania kobiecego ideału wyobrażeniom mężczyzn z górnych rzędów społecznego łańcucha pokarmowego to aby na pewno tylko stary mit?"

Chi Chi Ude
Wnętrze galerii przywitało gości industrialnym klimatem wypełnionym pracami artystek (malarstwo, fotografia, odzież) oparami mgieł, kolorowym (co widać na zdjęciach) oświetleniem oraz bogatymi florystycznymi akcentami.


Zrozumiałem co miała na myśli Chi Chi mówiąc "Połączenie barw, form, tkanin, roślin, zapachów i muzyki prowadzi nas w kierunki, których się nie spodziewaliśmy. Wywołuje efekt syntezji, pobudzając wszystkie zmysły i budząc apetyt na więcej".


Twórczynie wydarzenia (jak i samej Galerii ETHOS) przywitały gości przybliżając ideę i szczegóły projektu.

Honorata Karapuda i Chi Chi Ude
Po tej oficjalnej (lecz ważnej części) na scenie pojawiła się Mela Koteluk by wypełnić dźwiękami przestrzeń Galeri. Utwory które zaprezentowała swoim niebywałym głosem stanowiły jedność z otoczeniem w którym się znależliśmy.

Mela Koteluk
Mela Koteluk
Mela Koteluk
No a gdzie Galatea? Gdzie główna bohaterka wieczoru? I tu niespodzianka! Czekała na nas w oddzielnym pomieszczeniu, gdzie widzowie (w niewielkich grupkach) mogli Ją podziwiać!

Orina Krajewska jako Galatea

Właśnie ta intymność obcowania z Galateą (niemal osobiście) stanowiła o sile przekazu wzmocnionej urodą, osobowością i talentem Oriny Krajewskiej wcielającej się w tę postać.


Niewielkie grupy które mógł pomieścić "sekretny pokój" Galatei wymuszał na gościach oczekiwanie w niemałej kolejce, co miało swój urok bo przy dyskretnych dźwiękach sączących się z głośników oraz dobrym kateringu można było z innymi osobami wymienić wrażenia i spostrzeżenia.




Rozmowy o wrażeniach nie zamilkły wraz z zakończeniem spektaklu. Wielu z pośród gości (artyści, dziennikarze, aktorzy czy znawcy sztuki) kontynuowało dysputy do późnych godzin.

Ifi Ude
dr. Katarzyna Stanny

Katarzyna Zawadzka

Tomek Sikora
Orina Krajewska i Katarzyna Zawadzka
Miałem to szczęście, że mogłem porozmawiać z twórczyniami nie tylko o samej Galatei ale i o najbliższych planach tak artystek jak i Galerii Ethos.

Honorata Karapuda

Chi Chi Ude


Nie zdradzę tych planów, ale mogę powiedzieć, że jestem nimi podekscytowany! Postaram sie dzielić nimi na bieżąco!

Na koniec pozostałe zdjęcia autorstwa Malgorzata Pryczek Fotografia









Przydatne linki:

- Chi Chi Ude
- Chi Chi Ude na Facebook
- Chi Chi Ude na Instagram

- Honorata Kkarapuda

- Galeria Ethos na Facebook
- Galeria Ethos na Instagram

Galateadefiant na Instagram

- Orina Krajewska na Facebook
Orina Krajewska na Instagram

- Małgorzata Pryczek Fotografia na Instagram